Skip to content
from the September 2011 issue: Homage

Utensils Shrink

Maleją sprzęty

children grow, no doubt happily
verbs swell before your eyes or
burst their seams, everything does something
to be happy inevitably.
In Studio “Bernardi,” Łódź, 17 Piotr-
kowska Street, my two-year-old mother
sits on her mother’s lap
with her arms around her neck. “Negatives
Preserved.” Forgive me,
but for how long? I look for the atelier
myself, where everything is
recorded, day by day, and the negatives
continue to be preserved, recorded,
even now. Where going into the film
is like going home, after classes, after
lunch in school. What did you have today?
Kasha with that tasty meat
sauce. Everything can be
touched and tasted. No need to put
the note on the door: “Please knock
loudly! The bell is weak!”
because old people have good hearing
and appetite, but they don’t have to vomit.
A wardrobe full of mysteries, with drawers,
and on the inside of the door
an enormous mirror (beveled,
Viennese), in which everything I’ve mentioned
and that I’ll come to mention
looks at itself
(the hinge has yet to wear out, the past
hasn’t broken down). The postman
brings letters and holiday cards,
and in the mailbox, how absurd,
there’s no notice from the library waiting,
requesting return of the, in your opinion,
wonderful book: Every
Patient Can Be Cured,
which now can come in handy
for someone else.

Translation of "Maleją sprzęty." Copyright Piotr Sommer. By arrangement with the author. Translation copyright 2011 by W. Martin and Christian Hawkey. All rights reserved.

Maleją sprzęty

rosną dzieci, pewnie na szczęście
czasowniki puchną w oczach albo
pękają w szwach, wszystko coś robi
na niechybne szczęście.
W studio „Bernardi”, Łódź, Piotr-
kowska 17, moja dwuletnia matka
siedzi na kolanach swojej matki
i obejmuje ją za szyję. „Klisze
przechowują się”. Przepraszam,
ale jak długo? Sam poszukuję
atelier, gdzie jest rejestrowane
wszystko, dzień po dniu, a klisze
nadal przechowują się i rejestrują,
teraz też. Gdzie się do filmu wchodzi
jak do domu, po lekcjach i po
obiedzie w szkole. Co to dziś było?
Kasza z bardzo dobrym sosem
mięsnym. Wszystkiego można
dotknąć i skosztować. Na drzwiach
nie trzeba wieszać kartki „Proszę pukać
mocno! dzwonek słabo dzwoni”
bo starsi ludzie mają dobry słuch
oraz apetyt, ale nie mają torsji.
W szafie pełnej tajemnic, z szufladami,
na środkowych drzwiach wisi
ogromne lustro (wiedeńskie,
fazowane), w którym przegląda się
to wszystko, o czym wspominam
wyżej i o czym jeszcze wspomnę
(zawias jest niewytarty, przeszłość
się nie stłukła). Listonosz
przynosi listy i świąteczne kartki,
a w skrzynce niedorzecznie
nie czeka powiastka z biblioteki
z prośbą o zwrot tej Twoim zdaniem
świetnej książki Nie ma
nieuleczalnie chorych
która się teraz może przydać
komuś innemu.

Like what you read? Help WWB bring you the best new writing from around the world.