Skip to content
from the September 2011 issue: Homage

Maleją sprzęty

rosną dzieci, pewnie na szczęście
czasowniki puchną w oczach albo
pękają w szwach, wszystko coś robi
na niechybne szczęście.
W studio „Bernardi”, Łódź, Piotr-
kowska 17, moja dwuletnia matka
siedzi na kolanach swojej matki
i obejmuje ją za szyję. „Klisze
przechowują się”. Przepraszam,
ale jak długo? Sam poszukuję
atelier, gdzie jest rejestrowane
wszystko, dzień po dniu, a klisze
nadal przechowują się i rejestrują,
teraz też. Gdzie się do filmu wchodzi
jak do domu, po lekcjach i po
obiedzie w szkole. Co to dziś było?
Kasza z bardzo dobrym sosem
mięsnym. Wszystkiego można
dotknąć i skosztować. Na drzwiach
nie trzeba wieszać kartki „Proszę pukać
mocno! dzwonek słabo dzwoni”
bo starsi ludzie mają dobry słuch
oraz apetyt, ale nie mają torsji.
W szafie pełnej tajemnic, z szufladami,
na środkowych drzwiach wisi
ogromne lustro (wiedeńskie,
fazowane), w którym przegląda się
to wszystko, o czym wspominam
wyżej i o czym jeszcze wspomnę
(zawias jest niewytarty, przeszłość
się nie stłukła). Listonosz
przynosi listy i świąteczne kartki,
a w skrzynce niedorzecznie
nie czeka powiastka z biblioteki
z prośbą o zwrot tej Twoim zdaniem
świetnej książki Nie ma
nieuleczalnie chorych
która się teraz może przydać
komuś innemu.

September 2011
Homage
Like what you read? Help WWB bring you the best new writing from around the world.